Zobacz nowości:

Informacje organizacyjne

Skype me

Nie mam teraz włączonego Skype, proszę o meila: agnieszka@agnieszkajurko.pl

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj4
mod_vvisit_counterWczoraj269
mod_vvisit_counterTen tydzień1292
mod_vvisit_counterPoprz. tydz.3010
mod_vvisit_counterTen miesiąc6479
mod_vvisit_counterPoprz. mies.7733
mod_vvisit_counterWszystkie798169

Czytelnicy online: 4
Twój IP: 54.162.227.37
Dziś jest: 2018-06-22 00:18
Reklama


Reklama

Pragnienie pomagania innym, a realizacja swojej ścieżki.

Artykuł napisał Jakub "Qba" Niegowski

.

Tekst ten napisałem na prośbę przyjaciółki, która poprosiła mnie o "kilka mądrych słów" w kwestii pomagania innym. Temat wyjściowy brzmiał: Czy "pragnienie pomagania innym jest najlepszym sposobem osiągnięcia prawdziwego szczęścia". W efekcie powstał krotki spontanicznie napisany tekst poruszający kwestie świadomości działań, ilekroć odczuwamy chęć "pomagania innym" w ramach własnego rozwoju i samorealizacji.

Pragnienie pomagania innym, tak szczytne, tak szlachetne - zdawać by się mogło - synonim "świętości" jaki lansuje wiele religii, w tym również najbardziej rozpowszechnione chrześcijaństwo. Czym jest? Z czego wynika ta chęć, uznawana powszechnie za szczytną, podczas gdy jej "owoce" nie zawsze są tak do końca brane pod uwagę jak to przecież być powinno. Po owocach ich czynów ich poznacie...


Człowiek napotykający na drodze swego osobistego rozwoju drugą osobę "w potrzebnie" ma zawsze wybór, a jednak większość ludzi nie kieruje się w pełni świadomymi wyborami w danej sytuacji, lecz o wiele częściej czystym przyzwyczajeniem wynikłym z danego poglądu, bądź uwarunkowania kulturowego. Pogląd taki może mówić o szlachetności i "świętości" pomagania innym, lub też może być zaprzeczeniem tegoż i podpowiadać "tylko frajerzy zawracają sobie głowę innymi". A przecież każda sytuacja jest inna, tak jak różni są ludzie i ich działania.


Pomaganie jakkolwiek szlachetne i dobre, nie zawsze wychodzi na dobre, tak pomagającemu jak i temu komu się pomaga. Weźmy na ten przykład ucznia, postanawiamy "pomóc mu" - i rozwiązujemy za niego wszystkie prace domowe - w końcu przychodzi jednak dzień matury, bądź innego egzaminu sprawdzającego i nagle okazuje się ze nasza "szlachetna pomoc" doprowadziła do tego, iż uczeń nie przyswoił potrzebnej mu wiedzy do zdania egzaminu, oblał maturę, w konsekwencji nie dostał się na żadne przyzwoite studia, w końcu nie dostał pracy i skończył w stanie postępującej depresji i schizofremi w rynsztoku. Oto do czego może doprowadzić pomoc wielu bezrefleksyjnych "samarytan". Inny przykład - "miłosierny samarytanin" idzie ulicą i widzi strzelaninę, w której dwóch mężczyzn atakuje jednego. Bez namysłu rzuca się na ratunek nie zważając na świszczące w obie strony pociski. Udaje mu się jakimś cudem pomóc wspomnianemu osobnikowi, pech jednak polega na tym, że okazało się, iż osobnik był zbiegłym z wiezienia wielokrotnym mordercą, a dwaj osobnicy to tajni funkcjonariusze policji ubrani po cywilu - "miłosierny samarytanin" właśnie udaremnił pościg, a do tego już po wszystkim w nagrodę za swą dobrać i ryzykowanie własnego życia - dostał kulkę od zbiega, aby go nie rozpoznał na ewentualnym przesłuchaniu. Oto owoce bezmyślności ludzkiej i bezrefleksyjnego podejmowania jakże odpowiedzialnych decyzji. To jest skrajność, lecz podobne skrajności dzieją się również po drugiej stornie - tam gdzie uważa się powszechnie, iż pomoc drugiemu człowiekowi to oznaka słabości. No bo przecież "niech wygra silniejszy" - i tak właśnie postępując w naszej Polsce - zakład pracy A wykańcza (eliminuje z rynku, swoim postępowaniem) zakład pracy B, tylko z powodu faktu "konkurencji", a nawet nie tyle konkurencji, co samego faktu istnienia tegoż - tak jednak zupełnie przypadkiem zakład B był ważnym dostawcą surowców i komponentów do zakładu A, wiec po wyeliminowaniu go zakład A zaczął niedomagać i w końcu zmuszony był ogłosić upadłość... Chore - prawda?

Świadomość wyboru - wolnego wyboru, który posiada każdy z nas w każdym niemal momencie swojego życia jest zwykle niedoceniana i słysząc słowa "masz wolny wybór" większość przechodzi beznamiętnie nad tymi słowami do porządku dziennego kiwając tylko głową.
Pomoc innym jest dobra, pamiętajmy jednak, że nie zawsze to co w naszym subiektywnym pojęciu będzie pomaganiem - nie okaże się szkodzeniem. Jest jednak na to rada - czyste intencje, oraz świadomość podejmowanych decyzji.

Kochaj bliźniego swego - jak siebie samego. Te słowa chyba nie do końca docierają do ludzi i to nie tylko w tą jedną, oczywistą stronę. Miłości bliźniego jest bowiem hasłem wielce rozdmuchiwanym, ale ktoś chyba zapomina o tym - jak siebie samego?
A jak siebie samego kocha osoba, która chce się na każdym kroku poświęcić dla innych? Swoje życie, swoją karierę, swoje marzenia? Od czasu śmierci niejakiego Jezusa, który zawisł na krzyżu za swoje poglądy, o których nie bał się otwarcie mówić - przyjęło się blednie, iż postawa cierpiętnicza i poświęcanie swojego życia dla innych jest wyrazem najwyższej miłości. Któż myśli o życiu Jezusa, tyle co o jego męce i śmierci na krzyżu? Na pewno nie większość Katolików, oni upodobali sobie samopoświęcenie i umęczenie swojej istoty w imię "wyższych celów" za co ponoć ma spotkać ich nagroda w niebie.

Kochaj bliźniego swego jak siebie samego - jakaż wiec jest ich własna miłość i poszanowanie własnego życia (nie zabijaj, mówi nie tylko o natychmiastowym uśmiercaniu, wszak, a o poszanowaniu życia właśnie, w tym swojego!) - Ano - ośmielę się twierdzić, że ich miłość do siebie jest znikoma. Jak więc maję kochać bliźniego, skoro nie kochają siebie? I ilu z nich tak naprawdę nie zna prawdziwej Miłości, znają tylko coś, co jest w istocie ich własnym wyobrażeniem o miłości, które mówi - poświęć siebie dla innych... Miłość do bliźnich - w takim wypadku przyznacie - nie rysuje się kolorowo. A miało być tak pięknie... I może być pięknie, przy zachowaniu świadomości wyboru w każdej sytuacji, oraz poszanowania nie tylko dla innych, ale dla siebie, bo to od siebie trzeba zacząć. Chory lekarz nie pomoże innym, tylko zarazi ich swoją chorobą, a w najlepszym wypadku jego pomoc będzie ograniczona z uwagi na jego zły stan zdrowia.

Pomaganie jest piękne, jeśli nie robimy tego czyimś kosztem - w tym swoim. Pomoc, która odbywa się czyimś kosztem jest tylko innym sposobem szkodzenia.

Czy jest więc w ogóle jakiś sposób pomagania, który będzie nadawał się do zdrowego i świadomego wykorzystania - zapytacie? Tak i to właśnie przytomna ocena sytuacji, pozbawiona kulturowych naleciałości i przyzwyczajeń, jest jednym z najlepszych sposób by tego dokonać. Pomoc, która będzie wnosić pozytywne cechy do naszego własnego życia, jak i do życia osoby której pomagamy - jest prawdziwą pomocą i dobrem. Ale to można tylko osiągnąć szanując i ceniąc swoją osobę przede wszystkim, a dopiero potem rozważając odpowiednie rozwiązania mające na celu pomoc drugiej osobie. Zasada wzajemności jest tu jak najbardziej na miejscu zdrowym rozwiązaniem, gdyż brak odwdzięczenia się za udzieloną pomoc, budzi u ludzi podświadome poczucie zobowiązania. Może ono prowadzić do niepotrzebnych i o wiele mniej korzystnych komplikacji karmicznych, aniżeli ta jednorazowa gratyfikacja za wyświadczoną przysługę. Zasada wzajemności i odwdzięczenie się za udzieloną pomoc mówi obu stronom „jesteśmy kwita”, a co za tym idzie, nie tworzy zobowiązań karmicznych.

Ponadto nader wszystko pamiętać należy o zachowaniu granic rozsądku w poczuciu odpowiedzialności. Każdy człowiek posiada wolną wolę i odpowiada za swoje czyny. Odpowiedzialność więc spoczywa po obu stornach. Ja odpowiadam za siebie, za własne sumienie, ale nie mogę i nie mam zamiaru brać na siebie odpowiedzialności za czyjąś głupotę, czy opaczne i błędne domniemania. Duchowy przewodnik, czy doradca nie jest bowiem od tego, aby realizować zachcianki nie mające logicznego uzasadnienia, czy wyobrażenia osób się do niego zwracających, lecz po to by udzielać pomocy osobom, które są gotowe ją przyjąć ze świadomością faktu, że to właśnie one, nie przewodnik, przychodzą po radę, aby móc wypełnić „mapę” swojej ścieżki dalszymi użytecznymi wskazówkami. Nikt nie lubi chodzić w ciemności po omacku, dlatego korzysta z latarni i mapy, jednak latarnia i mapa nie mogą zastąpić człowiekowi jego własnych oczu i uszu, jego rozsądku, oraz odpowiedzialności za siebie.


Jakub "Qba" Niegowski
www.jakubniegowski.pl