Zobacz nowości:

Informacje organizacyjne

Skype me

Nie mam teraz włączonego Skype, proszę o meila: agnieszka@agnieszkajurko.pl

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj131
mod_vvisit_counterWczoraj322
mod_vvisit_counterTen tydzień632
mod_vvisit_counterPoprz. tydz.1691
mod_vvisit_counterTen miesiąc3765
mod_vvisit_counterPoprz. mies.7555
mod_vvisit_counterWszystkie744782

Czytelnicy online: 5
Twój IP: 54.242.115.30
Dziś jest: 2018-01-17 16:13
Reklama


Reklama

Relacja: Merkaba V 2010 w Egipcie (Pitoth)

Relacja: Merkaba w Egipcie

warsztat, zwiedzanie i medytacje

Termin: 21-28 maja 2010
.

Spotkanie na lotnisku oraz lot samolotem stanowiły już przedsmak wielkiej wyprawy. W Hurghadzie Hotel Calimera na uboczu, Rosjanie i Niemcy z małymi dziećmi, więc towarzystwo raczej stateczne. Naprawdę warunki bardzo dobre. Pomiędzy hotelem a plażą piękny ogród. Dzięki wczesnemu dotarciu na miejsce mieliśmy cały dzień na odpoczynek, jedzenie i plażowanie. Piątek skończyliśmy spotkaniem, poznaniem się i przedstawieniem szczegółowych planów na następne dni.

Sobota  i niedziela upłynęły na intensywnej nauce. Warsztat Merkaby okazał się bardzo ciekawy i wciągający. Uczestnicy o różnym stopniu „wtajemniczenia” od zupełnych nowicjuszy po „bywalców”. Osobiście źle czuję się w większych grupach „wsparcia”, ale tym razem większość nie znalazła się tu przypadkowo.

Świt poniedziałkowy miał nas przywitać już w drodze do Kairu. Autokar klimatyzowany i w miarę wygodny (jaki autokar będzie wygodny po 6 godzinach jazdy?!) ale wiemy po co jedziemy!!!!

Wizyta w Dzielnicy Koptyjskiej, w Muzeum Kairskim no i w końcu jedziemy do Gizy. Jeszcze nie wiadomo czy zejdziemy poskrobać Sfinksa po łapkach… Piramidę Cheopsa już „mamy”. ale na wieść że „nasz” Mohamed sobie tylko wiadomymi kanałami dotarł do Najwyższego Strażnika Starożytności i ten powiedział coś w stylu: „ok. idźcie i medytujcie” wprawiła większość w bardzo dobry humor. Nie piszę, że wszystkich bo tego nikt nie wie.

Skupiając się między łapami Sfinksa pomedytowaliśmy w intencji połączenia się z komnatą Amenti. Powciągaliśmy trochę wiedzy ludzkości (pewnie co niektórzy, bo mnie tylko połaskotało po łydkach – a Moja Wyższa Jaźń najpewniej uznała, że nie jestem na ta wiedzę jeszcze gotowy). Obeszliśmy Sfinksa dookoła jakby mogło Go to w jakiś sposób obejść….

Teraz Piramida. Cała dla naszej 30-to osobowej „Gromadki”. Przeciskanie się tunelami było nie lada fizycznym wyzwaniem. Myślałem, że będzie gorzej (duszniej, ciężej, bardziej klaustrofobicznie). Nic z tego. Chociaż coś w rodzaju grupki samopomocy się stworzyło.

Wszyscy przeżyliśmy trzy medytacje:). Pierwszą w „Studni”, drugą w komorze Królowej i trzecią w komorze Króla. Każdy z nas przeżył to na swój sposób…

Wracamy. Wtorek – dzień odpoczynku.

Środa i czwartek to wyprawa do Luksoru. Dużo bliżej. Zaczynamy od kompleksu świątynnego w Karnaku, później na drugą stronę Nilu do Doliny Królów, zwiedzanie Świątyni Hatszepsut i wizyta w warsztacie i sklepie ceramicznym. Hotel w Luksorze to też majstersztyk w wykonaniu Mohameda, który jak jakiś Anioł Opiekuńczy wyczarowuje różne ciekawe zdarzenia na naszej drodze. Wieczorem kolacja i zwiedzanie pięknie oświetlonej i o takiej porze całkiem pustej Świątyni w centrum Luksoru i kiedy wszyscy myśleli o powrocie do hotelu, pojechaliśmy do czarodziejskiego sklepu zielarsko-wonnościowego. Właścicielem jest Egipcjanin Adel – bioenergoterapeuta albo jak kto woli „szaman”. Niektórzy z nas odczuli magię tego miejsca osobiście chociaż. 

Z Luksoru pojechaliśmy do Abydos i Dandary (Dendery) – ciągle nie wiem która nazwa jest bardziej egipska. Bardzo ciekawy jest teren, taki „mniej turystyczny”. Bardzo duże wrażenie wywarła medytacja w „kaplicy” Ozyrysa, w Abydos oraz wizerunki Kwiatu Życia w dziwny sposób „wpalone” w strukturę kamiennej kolumny zatopionej świątyni. Wieczorny powrót z wyprawy i piątkowy odpoczynek to taki deser. W piątek rano dla chętnych był krótki rejs stateczkiem z możliwością oglądania rafy przez szklane dno. Wyprawa połączona z medytacją poprowadzoną jak zwykle przez Shirlie. A Delfiny, które po medytacji pojawiły się wokół stateczku… i tak wiemy, że to my je przywołaliśmy J

Powrót do Polski i lotniskowe, serdeczne pożegnania dopełniają całości wyprawy.

Jeśli coś z mojej relacji wyda się komuś inne niż jego osobiste odczucia to dobrze. J

Każdy sam sobie tworzy swoją własną „rzeczywistość”. A tę stworzyła Agnieszka z pomocą Mohameda i Bożeny przy współudziale Toma i Shirlie.

Dziękuję Wam i trzymam kciuki za utrzymywanie Waszej Merkaby przy życiu.

 

Pitoth (uczestnik, który przybrał nowe "starożytno-egipskie" imię:)